wtorek, 5 września 2017

Sylwia Ratajczak - Mali bogowie?

Witajcie ponownie!

Kolejny pobyt w szpitalu, a wcześniej lektura książki Pawła Reszki „Mali bogowie” o polskich lekarzach spowodowały, że miałam natłok różnych myśli, którymi chcę się z Wami podzielić.



Za każdym razem podczas kontaktu z lekarzem staram się zrozumieć powody jego podejścia do pacjenta - dlaczego czasami bywa uprzejmy, a czasami bardzo opryskliwy. Lekarz to bardzo trudny i odpowiedzialny zawód. Udając się do lekarza liczymy na jego fachowość i empatię choć przecież stosunek lekarz-pacjent nie może być za bardzo zażyły. Pomyślcie, co by przeżywał lekarz gdyby zżył się z każdym pacjentem. Nikt nie poradzi sobie z takim obciążeniem, a doba stanowczo byłaby za krótka. Musimy też pamiętać, iż nie jesteśmy jedyni. Takich jak my: oczekujących pomocy a czasami cudownego uzdrowienia jest naprawdę wielu. Mimo wszystko bardzo denerwuje mnie fakt, iż lekarz który przeprowadza u mnie jakiś zabieg pod narkozą nie przychodzi po wybudzeniu, aby powiedzieć jak wszystko przebiegło - sama muszę się dopytywać i niejednokrotnie gonić za lekarzem po korytarzu. Takie wypraszanie informacji nie jest komfortowe. Czy to tak wiele poświęcić pięć minut i powiedzieć trzy słowa? Dla nas to bardzo dużo, a dla niektórych lekarzy najwidoczniej zbyt dużo. Często też jesteśmy badani w milczeniu, wizyty lekarskie na oddziale przebiegają w ciszy i znowu o wszystko musimy sami pytać. Czasami mam wrażenie, że trzeba lekarza naprowadzić na to i owo, bo myślami jest w innym miejscu. Za każdym razem staram się tłumaczyć sobie, że lekarze są bardzo zapracowani: kilka etatów, doszkalanie, a czasem też znajomi, którzy ciągle oczekują od nich pomocy "po znajomości"… A gdzie czas wolny, gdzie czas na odpoczynek, gdzie czas na siebie? My, pacjenci, w gruncie rzeczy nie wymagamy wiele - chcemy tylko, aby podchodzono do nas z większą empatią, okazano odrobinę zrozumienia, przekazano podstawowe informacje. Czy to tak wiele?

Z moich obserwacji sprawy mają zupełnie inaczej w czasie prywatnych wizyt. Wtedy jest czas na wyjaśnienie wszelkich wątpliwości i na porządne badanie. Mam wrażenie, że lekarz ma wtedy zupełnie inne podejście do pacjenta. Niestety, nie każdego w dzisiejszych czasach stać na prywatne wizyty. Pozostaje proszenie się i gonienie za lekarzami. Podobno zawód lekarza to „służenie ludziom”, ale czy to nie jest przypadkiem w dzisiejszych czasach gonitwa za pieniędzmi?
To moje subiektywne spostrzeżenia. Choć wiem, że wielu innych chorych podobnie postrzega lekarzy i drży przed każdą wizytą, bo w końcu nie wiadomo na jaki humorek u pana doktora trafimy i ile „numerków” ma pan doktor jeszcze do przyjęcia.

Jakie są Wasze doświadczenia?

Pozdrawiam

Sylwia Ratajczak

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz