piątek, 8 września 2017

Sylwia Ratajczak - Strach ma wielkie oczy, czyli jak przeżyć gastroskopię

Witam!

Ktoś w Was czeka na gastroskopię? Rozumiem Wasze obawy. Prawie każdy na samą myśl o tym badaniu bardzo się boi. Tak samo było ze mną. Kiedy byłam zdrowa zupełnie o tym nie myślałam. Regularnie towarzyszyłam mężowi w trakcie badań kontrolnych, które robi ze względu na swój refluks. I pamiętam, jak mówiłam, że ja nigdy, nigdy nie będę tego badania sobie robić.

Gdy pojawiły się u mnie pierwsze oznaki choroby od lekarza rodzinnego otrzymałam skierowanie na serię badań, w tym oczywiście na gastroskopię. Byłam przerażona. Dużo czytałam w Internecie jak przechodzą to inni i jeszcze bardziej się bałam. Noc przed badaniem była oczywiście nieprzespana. Gdy trafiłam do szpitala nogi mi drżały tak, że nie mogłam spokojnie na nich ustać. Gdy pani pielęgniarka psiknęła środkiem znieczulającym gardło, cała drżałam.

Ale wzięłam sobie do serca jedną radę – skup się na głębokim wdechu. Bardzo mi to pomogło. Położyłam się do badania na boku  i zaczęłam bardzo głęboko oddychać ustami, nawet nie wiem kiedy rurka weszła, raz przełknęłam i już było ok. Całe badanie trwało około pięć minut. Cały czas skupiałam się na oddechu i na tym, że za chwilkę już koniec. Przy wyciąganiu rurki miałam tylko jeden odruch wymiotny, ale na tym koniec. Odetchnęłam z ulgą chociaż nogi cały czas drżały.

Po wszystkich operacjach i badaniach które przeszłam wiem, że gastroskopia to nie jest nic strasznego, wszystko da się przeżyć. Każde kolejne badania czy zabiegi operacyjne czynią nas silniejszymi i bardziej odpornymi.


Życzę Wam bezbolesnych badań i zapewniam, że strach ma wielkie oczy.

wtorek, 5 września 2017

Sylwia Ratajczak - Mali bogowie?

Witajcie ponownie!

Kolejny pobyt w szpitalu, a wcześniej lektura książki Pawła Reszki „Mali bogowie” o polskich lekarzach spowodowały, że miałam natłok różnych myśli, którymi chcę się z Wami podzielić.



Za każdym razem podczas kontaktu z lekarzem staram się zrozumieć powody jego podejścia do pacjenta - dlaczego czasami bywa uprzejmy, a czasami bardzo opryskliwy. Lekarz to bardzo trudny i odpowiedzialny zawód. Udając się do lekarza liczymy na jego fachowość i empatię choć przecież stosunek lekarz-pacjent nie może być za bardzo zażyły. Pomyślcie, co by przeżywał lekarz gdyby zżył się z każdym pacjentem. Nikt nie poradzi sobie z takim obciążeniem, a doba stanowczo byłaby za krótka. Musimy też pamiętać, iż nie jesteśmy jedyni. Takich jak my: oczekujących pomocy a czasami cudownego uzdrowienia jest naprawdę wielu. Mimo wszystko bardzo denerwuje mnie fakt, iż lekarz który przeprowadza u mnie jakiś zabieg pod narkozą nie przychodzi po wybudzeniu, aby powiedzieć jak wszystko przebiegło - sama muszę się dopytywać i niejednokrotnie gonić za lekarzem po korytarzu. Takie wypraszanie informacji nie jest komfortowe. Czy to tak wiele poświęcić pięć minut i powiedzieć trzy słowa? Dla nas to bardzo dużo, a dla niektórych lekarzy najwidoczniej zbyt dużo. Często też jesteśmy badani w milczeniu, wizyty lekarskie na oddziale przebiegają w ciszy i znowu o wszystko musimy sami pytać. Czasami mam wrażenie, że trzeba lekarza naprowadzić na to i owo, bo myślami jest w innym miejscu. Za każdym razem staram się tłumaczyć sobie, że lekarze są bardzo zapracowani: kilka etatów, doszkalanie, a czasem też znajomi, którzy ciągle oczekują od nich pomocy "po znajomości"… A gdzie czas wolny, gdzie czas na odpoczynek, gdzie czas na siebie? My, pacjenci, w gruncie rzeczy nie wymagamy wiele - chcemy tylko, aby podchodzono do nas z większą empatią, okazano odrobinę zrozumienia, przekazano podstawowe informacje. Czy to tak wiele?

Z moich obserwacji sprawy mają zupełnie inaczej w czasie prywatnych wizyt. Wtedy jest czas na wyjaśnienie wszelkich wątpliwości i na porządne badanie. Mam wrażenie, że lekarz ma wtedy zupełnie inne podejście do pacjenta. Niestety, nie każdego w dzisiejszych czasach stać na prywatne wizyty. Pozostaje proszenie się i gonienie za lekarzami. Podobno zawód lekarza to „służenie ludziom”, ale czy to nie jest przypadkiem w dzisiejszych czasach gonitwa za pieniędzmi?
To moje subiektywne spostrzeżenia. Choć wiem, że wielu innych chorych podobnie postrzega lekarzy i drży przed każdą wizytą, bo w końcu nie wiadomo na jaki humorek u pana doktora trafimy i ile „numerków” ma pan doktor jeszcze do przyjęcia.

Jakie są Wasze doświadczenia?

Pozdrawiam

Sylwia Ratajczak

poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Damian Pietruszewski - Dzień dobry, poznajcie Ełzgienię


Nazywam się Damian Pietruszewski, mam 20 lat, pochodzę ze Szczecinka. Trudno jest czasem pisać samemu o sobie. Na szczęście już sam blog mówi wiele. Skoro czytacie ten wpis domyślacie się już, że mam stomię. Ale w odróżnieniu od większości stomików to nie efekt żadnej choroby. Ełzgienia, bo tak moja stomia została mianowana jakiś czas temu, jest ze mną już pawie dwa lata. A wszystko przez nieszczęśliwy zbieg okoliczności. Gdy w styczniu ubiegłego roku przechodziłem przez pasy zostałem potrącony przez dwa samochody. Brzmi niewiarygodnie, ale tak to wygląda. Mimo licznych obrażeń lekarzom udało się mnie uratować, a ja trzymałem się tej szansy życia. 

Wypis ze szpitala to po prostu wyliczanka zmiażdżeń, przemieszczeń, urazów i ran. Ciągle nie mogę uwierzyć, że udało mi się z tego wyjść cało, no prawie cało. Za mną dwumiesięczny pobyt w szpitalu, potem regularne wizyty kontrolne i dalsze próby naprawy, tego co ucierpiało w wypadku, no i rehabilitacja. Jeszcze muszę nosić ortezę, ale to już niebawem się zmieni bo czekam na kolejne operacje: mała korekta przesunięcia kości strzałkowej na właściwe miejsce i naprawa więzadeł kolanowych oraz oględziny kolana. Taki plan renowacji w najbliższym czasie.

W mojej naturze nie leży poddawanie się. Tym przekonaniem chcę i Was zarazić. Człowiek nie może się poddawać, powinien walczyć o siebie żeby wrócić do jak najlepszej formy. Mam na myśli zdrowie fizyczne i psychiczne, bo każdy aspekt jest ważny. Oczywiście w procesie dochodzenia do siebie ważne jest wsparcie najbliższych. Chciałbym być supermenem, ale jest człowiekiem i bardzo potrzebowałem pomocy rodziny i przyjaciół. Dzięki nim mam w sobie dodatkową siłę, żeby żyć i planować przyszłość. Teraz chcę się odwdzięczyć i podzielić się nią z Wami.


Jesteście ze mną?

piątek, 4 listopada 2016

Sylwia Ratajczak: Tatuaż

Witam serdecznie

Wpadł mi ostatnio do głowy pomysł na nowy wpis na bloga.

Jak zapewne nie jeden z Was, mam blizny po operacjach. Pierwszą operacją było usunięcie jelita grubego, po której została mi spora blizna na około 20 cm. Od wzgórka łonowego w górę.

Zawsze bardzo dbałam o swój wygląd, stąd moje obawy jak będę wyglądała z taka blizną? Na początku nie było lekko. Blizna była niezbyt estetyczna a brzuszek nieco zniekształcony. Czekała mnie druga operacja szycia zbiornika jelitowego i cięcie w tym samym miejscu. Wiedziałam że lekarze wytną poprzednią bliznę i nawet żartowałam, żeby wycieli troszkę więcej bo mam rozstępy po ciążach :)

Drugie szycie muszę przyznać jest ładniejsze od pierwszego. Lekarz postarał się i zażartował nawet, że jestem jeszcze młoda i starał się ładnie zszyć ;) Jak już zaprzyjaźniłam się z moją blizną, przyszedł czas na zamykanie stomii i poziomą bliznę z boku. Bardzo bałam się, że po zamknięciu stomii będzie dziura - taki dół po stomii. Ku mojemu zaskoczeniu nic takiego nie ma - jest tylko pozioma kreska. Uważam, że nasze blizny świadczą o tym jacy silni jesteśmy, że walczymy i się nie dajemy.

Miałam w planie tatuaż na boku brzucha. Pani ze studia tatuażu zaproponowała zakrycie blizn tatuażem, nie zdecydowałam się jednak na to gdyż nie wstydzę się ich. Żyję dzięki temu, że miałam stomię. Teraz jestem silniejsza. Tatuaż powstał, ale na boku obok blizn. Jest to napis "Co mnie nie zabije, to mnie wzmocni" Pamiętajcie, że blizn nie musimy się wstydzić bo naprawdę nie ma czego - to życie nas tak naznaczyło.

Pozdrawiam

Sylwia Ratajczak

piątek, 28 października 2016

Szymon Schmidt: Moje technikum

Moja choroba wymaga wielu wizyt w szpitalach jednak jestem też uczniem i normalnie chodzę do szkoły. Jestem obecnie w 2 klasie w Technikum Zespołu Szkół Mechanicznych w Poznaniu, profil: mechatronik.  Na początku pierwszej klasy poprosiłem moją wychowawczynię aby zgodziła się poświęcić jedną godzinę na tematy związane ze stomią. Nowa szkoła, nowi ludzie. Nie wiedziałem jak zareagują na moją stomię, chciałem też ich na to przygotować.

Po tej lekcji koledzy sami zaczęli dowiadywać się, że mam stomię. Były to czysto przypadkowe sytuacje. A to podwinęła mi się bluza, a to coś. W klasie były nas 32 osoby i nikt nie robił, żadnym problemów w związku z tym, że mam stomię. Widzą we mnie normalnego, uśmiechniętego człowieka, z którym można normalnie porozmawiać. Traktują stomię jako coś normalnego, przez co nie można zachowywać się wobec drugiego człowieka niechętnie. 

wtorek, 11 października 2016

Roksana Mikołajczak: Okres zmian

Cześć!

Ostatnio sporo się u mnie dzieję. Często bywam na wizytach u lekarzy i systematycznie „naprawiam się” :P

Jedną z ostatnich była wizyta u laryngologa, który zdiagnozował problemy w części środkowej ucha. W wyniku tego wewnątrz zgromadził się jakiś płyn, który trzeba będzie odessać.

W związku z tym, że postanowiłam wziąć się za siebie, regularnie odwiedzam również dentystę. 
W następstwie przyjmowania dużej ilości lekarstw, moje zęby nie są w najlepszym stanie. Niestety, przyjmowanie leków ma swoje efekty uboczne. Czas jednak doprowadzić wszystko do porządku. Właśnie dlatego postanowiłam rozpocząć ich stomatologiczne leczenie.

Co najważniejsze… kilka dni temu byłam również na konsultacji chirurgicznej. Pan Doktor zakwalifikował mnie do operacji kolektomii i naprawienia wypadającej stomii. Termin zgłoszenia się przeze mnie na oddział wyznaczono na 3 listopada. Zabieg odbędzie się tydzień później. Stomia na moją prośbę zostanie wyłoniona w innym miejscu. Bardzo zależy mi na tym, aby umiejscowiona była wyżej, tak aby na co dzień mi nie przeszkadzała. Dzięki temu będę mogła założyć normalne jeansy. Do tej pory mogłam nosić tylko legginsy i tregginsy z wysokim stanem.

W zależności od tego w jakim stanie jest moje jelito grube – wytną je lub nie. Jeśli okaże się, że jest ono 
w dobrym stanie, wtedy wyłonią mi kolostomię i usuną tylko odbytnicę ze zwieraczami. Jeżeli, jego stan nie będzie zadowalający, lekarze będą zmuszeni usunąć całe jelito grube i wyłonić ileostomię. W takim przypadku, wyłonią ja po lewej stronie brzucha i wyżej, w porównaniu do tej stomii, którą mam teraz. Stanie się tak na moją prośbę, którą przekazałam lekarzowi. Na szczęście nie widział w tym żadnego problemu.

W czasie, kiedy będę leżała w szpitalu, córeczką zajmie się Tatuś małej, który na ten czas weźmie sobie 
w pracy wolne :D W głowie powoli układam sobie plan… Nasuwa mi się mnóstwo pytań. Jak to będzie? Co ze sobą zabrać? Ile worków ze sobą wziąć? Jak długo będę tam leżała? Co przygotować dla Kasi do jedzenia itp. pod moją nieobecność?

Zastanawiam się czy ból po operacji będzie duży czy uda się przeprowadzić zabieg metodą laparoskopową. Lekarz powiedział mi, że jest na to szansa, jednak nie może mi tego zagwarantować.

Czy w końcu uda mi się odstawić sterydy? Mam nadzieję, że szybko wrócę do sprawności i dam znać jak poszła operacja!

Trzymajcie kciuki :)


czwartek, 8 września 2016

Roksana Mikołajczak: 7 miesięcy z Kasią :)

Cześć!

Dawno nie dawałam Wam żadnego znaku życia. Odkąd mała jest z nami moje życie zmieniło się o 180 stopni.

Mała skończyła właśnie 7 miesięcy. Bardzo ją kochamy i codziennie ogromnie cieszymy się mogąc obserwować, czego nowego się już nauczyła. Na ten moment umie już sama siedzieć.:D Nie ma ząbków więc je zupki, które jej sama gotuje. Apetyt niezwykle jej dopisuje, co bardzo mnie cieszy, bo sama jako małe dziecko byłam ogromnym niejadkiem wiec wiem jak wiele moja mama musiała włożyć energii żebym cokolwiek przełknęła.

W moim przypadku możliwe jest, że byłam takim niejadkiem właśnie przez chorobę Crohna. Zjedzenie każdego posiłku powodowało u mnie ból brzucha, stąd taka reakcja zapobiegawcza.

Wakacje  spędziłam niezwykle spokojnie – nie wyjeżdżaliśmy nigdzie ze względu na przeprowadzkę! Zmieniliśmy mieszkanko na większe, ponieważ w kawalerce było nam w trójkę troszkę ciasno. Obecnie mieszkamy w spokojnej, i ładnej części Chorzowa – zapraszam na spacery wszystkich z okolic ;) he he he

Jeśli chodzi o Włodka to wszystko jest ok! Oczywiście wypada jak zawsze, ale nie wypada bardziej niż zwykle, więc mogę powiedzieć, że jest spokój. J

Od miesiąca przyjmuję antybiotyk ze względu na stan zapalny zwieracza i odbytnicy. Jest już o wiele lepiej, dlatego biorę go nadal oraz co ważne, zmniejszam dawkę sterydów! Trzymajcie kciuki żeby się udało, bo jestem sterydozależna i na prawdę nie jest to takie proste. Mam nadzieję, że schudnę po zmniejszeniu dawki a finalnie będzie można odstawić je zupełnie... Żadna dieta nie przynosiła rezultatów ze względu na Metypred :/

Jestem przewrażliwiona trochę na punkcie mojego wyglądu po porodzie i po braniu tych wszystkich świńskich sterydów. Wciąż patrzę w lustro i pytam sama siebie "czemu tak wyglądam? Czemu muszę brać te sterydy? Czy kiedyś będę wyglądać jak przed przyjmowaniem ich?".

Jestem w trakcie zabiegów usuwania rozstępów laserowo. Przeszłam 3 zabieg i teraz będę mieć juz 4-ty. Mam nadzieję, że zejdą bo nie chcę pamiątki po 8 letnim braniu sterydów :(

Przez miesiąc chodziłam na siłownię lecz musiałam zrezygnować bo Włodek zaczął mocno krwawić po wysiłku...  Ćwiczyłam sobie spokojnie... idę do wc, patrzę a tu krew w worku... no i oczywiście ból brzucha... Nawet po rowerku czy bieżni... Z siłowni musiałam zrezygnować... A była to moja nadzieja na zrzucenie kilku kilogramów. Niestety u mnie wysiłek fizyczny odpada bo może się to źle skończyć :(

Moje hormony szaleją jak każdej kobiecie po ciąży. Każda kobieta chce się podobać swojemu facetowi a teraz mam ciągłe wrażenie, że wyglądam okropnie. Cóż. Trzymajcie kciuki żeby ze mnie to świństwo zeszło i żebym nie musiała się wstydzić iść na plaże w przyszłe wakacje.
Nie wstydzę pokazać się woreczka a wstydzę się rozstępów i brzydkiego brzucha po ciąży...
Chciałabym słyszeć więcej komplementów od swojego Narzeczonego na temat mojego wyglądu... Może to by pomogło... No ale faceci... My jak zwykle od nich za dużo wymagamy!

Piszcie czy też macie problem ze swoim wyglądem i jak sobie z tym radzicie?

Pozdrowienia dla Wszystkich! :)